poniedziałek, 16 lutego 2009

Londyn dzien 2


bylismy w cambridge, miasteczko bardzo urokliwe. mieszanka kulturowa i etniczna na wysokim poziomie, czuje sie collage'owa atmosfere, mozna pojezdzic rowerem, bo samochody do wiekszosci miejsc w miescie nie maja dostepu.


Po sycacym muffin'ku i ciescie marchewkowym w sturbuks'ie poszlismy zrobic kilka zdjec z okolicy. Ale zaraz! kto zamknal Dide w budce telefonicznej???


...na koniec poszlismy na piwko. tymrazem jasne pelne - patrzyli na nas dosc dziwnie.


Ogolnie Cambridge przeszlismy moze nie wzdluz i wszez, ale z jednego konca pieknego centrum, na drugi. Chodzilismy leniwie zarowno po miejscach typowo turystyczno- wygladajacych, jak i dzielnicach mieszkalnych oraz zapleczach knajp. Gdyby nie ceny mieszkan i domow, warto by tu zamieszkac, chocby na kilka miesiecy. Ludzie zupelnie inni. Usmiechnieci, zadowoleni, bez typowych zatroskanych min, bez wilczego spojrzenia, mimo recesji i ogolnej bessy. Nic tylko przyjechac i chlonac energie z otoczenia. Marzymy o powrocie.


wiem, komu sie najbardziej spodoba ta kreacja... Majeczko, jeszcze kilka lat i bedziesz podrozowac razem z nami.



sielsko i romantycznie, milosciwie bylo nawet w cambridge



a z Miskiem to juz wyzsza szkola jazdy, da sie go sfotografowac tylko ukradkiem, z zaskoczenia, albo podstepem (ktorego skrzetnie uzylam) :) nie jest latwo...



cos dla duszy i dla ciala... smakolykowa kraina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz