Jestesmy wlasnie u Franza, w Stansted.
Lecielismy szybko i przyjemnie i tak lagodnego i milego ladowania nie pamietam - myslalem, ze to turbulencja, a my juz siedzielismy na pasie. Pozniej tylko po wyjatkowo irytujacym wyczekiwaniu na bagaze, wsiedlismy w autokar ze skorzanymi fotelami i mocznikowycm zapachem wewnatrz i pojechalismy na spotkanie.
Niestety sen nas zmorzyl i po delikatnej kimce (chyba z 5 godzin!) ruszamy na miasto.
Dni w Londynie beda chyba mijaly wyjatkowo szybko, wiec uzupelnie pozniej ewentualnie brakujace informacje.
niedziela, 15 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz