piątek, 20 lutego 2009

London - dzien 3

Trzeci dzien w Londynie (i ostatni) spedzilismy w ...Londynie :D chodzilismy, zwiedzalismy i znowu wwachiwalismy sie w tutejsze zycie. Tym razem (bo bylismy po raz pierwszy w niedziele) zycie kwitlo, bylo mnostwo ludzi, duzy ruch - typowe dla srodka tygodnia.
Co najbardziej zapamietalismy?
..po kolei..



najpierw Didusia rozgrzewala nozki przed calodniowym chodzeniem, a moze sie Jej wyrywaly? kto wie - tanczyla na stacji, z ktorej mielismy dojazd do Londynu



typowa angielska ulica, pelno ludzi, wysokie autobusy itp



milo bylo spotkac sie ze znajoma ze szkolnych lat - pozdrawiamy Cie Ewa :)




to sie widzi na porzadku dziennym, angielki chetnie obnazaja swoje ciala, ale, zeby male dziewczynki... :)

oczywiscie zajrzelismy do TATE - nie bylo nic ciekawego w darmowej czesci, a nie chceilismy placic, bo czasu nie bylo na dlugotrwale podziwianie chociazby Rothko'e, ktory sie wlasnie wystawial. ja zrobilem kilka zdjec architektury, typowe, a Dida indywidualnie utozsamiala sie ze sztuka:



DADA, czy DIDA? oto jest pytanie.. (zdjecie Didy)





oczywiscie Katedra Swietego Pawla



a wieczorem, na terenie starego bazaru, gdzie obecnie sa same puby, piwko z kolegami.. sami krawaciarze, ale swietna atmosfera. wszyscy wyluzowani, zadowoleni, usmiechnieci...mentalnosc zdecydowanie inna niz nasza. zabieramy wiec im troche tej energii i ruszamy dalej.



a na koniec trafilismy do najnowszej chyba dzielnicy, typowo biznesowej - same drapacze chmur, biurowce itp. Dotarlismy tu juz po godzinach pracy, wiec jedyny napotkany tlok byl w kolejce, ktora kursowala miedzy tym miejscem i dowolnym innym :) czyli sypialniami wokol calego londynu

i Didusia moja :D





zmeczeni wracamy do domu na spakowanie i jak sie okazalo poltoragodzinna drzemke przed wylotem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz