piątek, 20 lutego 2009

London - dzien 4 i boskie Buenos - tak to sie zaczelo..

KLIKNIJ -- http://www.youtube.com/watch?v=pVkV4YFoXRE
niestety wyspac sie nie dalo, autobus mielismy ok 3.30, a pozniej drugi, a pozniej lotnisko..
szybki check-in - mielismy wypelnione bilety elektroniczne z wybranymi miejscami itp, wiec od razu poszlismy do odprawy celnej. tam tez, zupelnie inaczej niz na Etiudzie, poszlo nam sprawnie i po chwili (przeszlismy sie jeszcze po bezclowce) czekalismy na boarding, przegladajac gazety..
lot tez nie byl niczym meczacym, pospalismy sobie po drodze, ja mialem duzo miejsca na nogi, bo wzielismy miejsca przy wyjsciu awaryjnym (zeby latwiej bylo uciekac :) ) i znowu lotnisko..
kawka w starbucks'ie i kolejny boarding.. i tu cos dziwnego - czytaja nasze nazwiska!
skoro czytaja, znaczy ok, bedziemy szybciej na pokladzie, przeciskamy sie do przodu, sorry, sorry i Pan oznajmia - lecicie business clasa!!!!
bez kolejki, osobnym przejsciem weszlismy do samolotu, tam wielkie fotele, miedzy nimi duzo miejsca, wypas!

KLIKNIJ -- http://www.youtube.com/watch?v=6ITiXVviwHM
na poczatek powitalny szampan, nastepnie juz po starcie, konsome z kurczaka, jako starter wolowina pieczona, foie gras i jeszcze kilka, ktorych nie pamietam, do tego piwko, lub cos innego, nastepnie glowne danie - Dida wybrala rybe pieczona i krewetki, ja potrawke z kurczaka, do tego oczywisice winko, a na deser jablko pieczone w czekoladzie i mus z mandarynek. na kolacje natomiast serki plesniowe z zurawina, salatka grabowa, pieczone miesko i jeszcze cos, na koniec owoce.. oczywiscie w miedzy czasie mielismy do dyspozycji kanapki, owoce, napoje.. bylo milo - nie powiem. poza tym nasze fotele oczwiscie rozkladaly sie do calkowicie lezacej pozycji, mielismy do dyspozycji poduszki i koce, dostalismy zestawy kosmetyczne i ogolnie 12 godzinna podroz samolotem byla ...znosna. tak, mimo tego wszystkiego z wielka ulga ladowalismy, bo krotkie spacery do konca nas nie rozprostowaly, a po tym jedzeniu ludzie mieli takie gazy, ze zamiast zestawow kosmetycznych powinny byc dostepne maski tlenowe :P
ale widok byl piekny zarowno w czasie lotu:


jak i tuz przed ladowaniem - oto Buenos Aires w nocy z lotu ptaka - bylo na co czekac!


dotarlismy. szybkie i przyjemne ladowanie, sprawnie wydane bagaze, taksowka pedzaca 120 przez miasto - tu jak sa 3 pasy, znaczy ze zmiesci sie z osiem samochodow i jestesmy przed budynkiem.. czekalismy troche na kogos, kto nam otworzy, a kiedy sie doczekalismy, okazalo sie ze to nie to, czego sie spodziewalismy, wiec nastepnego dnia pojechalismy do agencji i z grubsza, zeby nie przedluzac, wynajelismy inne lokum, z ktorego teraz pisze i do ktorego nastepnym razem bardzo chetnie powroce! zdjecia z mieszkania jeszcze wrzuce innym razem, a ponizej kilka fotek z miasta..






1 komentarz:

  1. jak ktoś idzie dobrą drogą to mu się takie "biznesklasy" znienacka przytrafiają:-)
    pozdrawiam Was serdecznie i podglądać będę bo egzotykę cenię mocno :-)

    Dorota G.

    OdpowiedzUsuń